|
Generacja Y jest blogiem zainspirowanym ludźmi jak ja, z imionami, które zaczynają się lub zawierają literę „y”. Urodzonymi na Kubie w latach 70. i 80., naznaczonymi szkołami wiejskimi,rosyjskimi kreskówkami, nielegalnym wychodzeniem i frustracja. Zapraszam więc w sposób szczególny Yanisleidi, Yoandri, Yusimí, Yuniesky i innych, którzy ciągną za sobą swoje "y" by mnie czytali i do mnie pisali.
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Marzo,8,2010

Wraz z brazylijską telenowelą, filmami dokumentalnymi ściągniętymi nielegalnie z kanału Discovery i nudnym okrągłym stołem (program polityczny telewizji kubańskiej - przyp. tłum.), w kubańskiej telewizji współistnieje również pewien typ reportaży, które konkurują z sagą „Big Brother”. Na naszym małym ekranie widzimy filmowanych ukrytą kamerą obywateli i uczestniczymy w odkrywaniu zawartości ich poczty elektronicznej, i to bez nakazu sądowego. Tak, jak gdybyśmy widzieli szklany dom, poddany inspekcji surowego państwowego oka; nawet firma telefoniczna nagrywa rozmowy swoich klientów i transmituje je jedenastu milionom oszołomionych widzów.
Ostatnim wariantem tej społecznej sekcji jest pokazanie deklaracji lekarzy, którzy łamiąc prawo do prywatności wizyty lekarskiej, co jest występkiem równie poważnym, co złamanie tajemnicy spowiedzi, mówią o szczegółach przypadków medycznych. Pojawiają się zdjęcia wnętrz domów i lodówek tych, którzy odważyli się przeciwstawić oficjalnej opinii, podczas gdy paparazzi i policja polityczna stapiają się w jedną osobę, zbliżoną do podglądacza. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby w jakimś dossier, czekającym, by ujrzeć światło dzienne, pojawiło się nagie ciało nonkonformisty, jak gdyby nagość była niezbitym dowodem jego „niegodziwości”.
Zdjęcia wyjęte z kontekstu, edytowane zdania i niekorzystny kąt, mające wzbudzić awersję w opinii publicznej, są jedną z technik, używanych do konstrukcji tych programów telewizyjnych. W żadnym z nich nie rozmawia się z „ofiarą”, ponieważ pozwala to uniknąć zdania sobie sprawy przez pospolitą publiczność, że podziela ona krytyczne opinie pokrzywdzonego. Pechowo dla prostackich producentów tego typu reality show, technologia w rękach obywateli sprawiła, że transparentne stają się również ściany ich życia. Po długim okresie bycia obserwowanym, stwierdziliśmy, że istnieje dziurka, która pozwoli spojrzeć na to, co znajduje się po drugiej stronie płotu.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Marzo,5,2010

Patrzę na moich rodaków, jak niczym automaty chodzą na zakupy, powoli wegetują w pracy i wrzucają karty do głosowania do urn, nie mając przy tym żadnych nadziei. Spędzają życie na kupowaniu coraz mniejszego chleba, pobieraniu symbolicznych pensji, które nie starczają im nawet na skromne życie, podnoszą ręce na zebraniach, podczas których nominuje się kandydatów. Żaden z wybranych w obecnych wyborach ludzi nie zdoła rozwiązać, wiszących nad Kubą, problemów dnia codziennego. Zwykle ledwie zna się zdjęcie kandydata i jego biografię, pełną „osiągnięć”, w której niemal zawsze można znaleźć stwierdzenie, że pochodzi on „ze skromnych warstw społeczeństwa”. Nie pojawia się nawet słowo o ich programach i intencjach po objęciu nowego stanowiska.
Co ciekawe, prawie wszyscy ci, którzy stają się przedstawicielami okręgów, są członkami PCC (Komunistyczna Partia Kuby – przyp. tłum.) i przedkładają swoją dyscyplinę partyjną nad obowiązki wobec wyborców. Nie reprezentują nas przed rządem, nie są też naszym głosem, skierowanym do instytucji, są raczej zwiastunami złych wiadomości, nadciągających z góry, kanałami transmisji tych regulacji i wytycznych, które są wyborem nielicznych. W przeciągu ponad trzydziestu lat swojego istnienia, ci reprezentanci Władzy Ludowej nie zdołali osiągnąć tego, by regularnie wywożono śmieci, by piekarnie miały dobry jakościowo towar i by zniknęły wszechobecne ścieki. Nie są też wcieleniem różnorodności tendencji w naszym społeczeństwie. Dostali swoje posady raczej dzięki swojej sprawdzonej wierności niż ze względu na zdolność działania.
Dziś odbywa się zebranie, mające na celu wybór kandydatów ze strefy betonowych bloków, w której mieszkam. Wezwanie przyszło parę dni temu, podczas gdy w telewizji nawoływano nas do wybrania najlepszych i najzdolniejszych kandydatów. Niestety, nie pozostaje we mnie cień wiary w mechanizm, który udowodnił swój brak operatywności i sekciarski charakter. Chciałabym zagłosować na sąsiada z naprzeciwka, który dotrzymuje słowa i ma konkretne pomysły, ale istnieją dyrektywy, by śledzić tych, którzy głosują na „dysydenta”, a nawet tych, którzy wydają się podatni na zmiany. Są duże szanse, że wybrany zostanie ten sam kandydat, który od dziesięciu lat obiecuje nam program, którego zrealizowanie, jak wiadomo, nie leży w jego rękach. Jest wygodnym kandydatem tych bezsensowych wyborów, a my, jako figurki, mamy podnieść rękę i wypełnić kartę do głosowania.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Marzo,1,2010

Pani podnosi pieczątkę i zbliża ją do kartki, by wreszcie odłożyć ją na bok, nie podbijając twojego pozwolenia na wyjazd. „Nie jest Pani uprawniona do wyjazdu” mówi, a wszyscy w biurze przysłuchują się zdaniu, które skazuje cię na pozostanie na Wyspie. Przy innych stolikach, wnioskodawcy patrzą na swoje stopy, by uniknąć sytuacji, w której napotkają twój szukający solidarności wzrok. Przechodzący obok wojskowi, mierzą cię z góry na dół pełnym wyrzutu wzrokiem kogoś myślącego: „musiała coś zrobić, że nie pozwalają jej wyjechać”.
Aż do ostatniej chwili sądziłaś, że być może archiwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nie są tak zorganizowane i że historia twojego nonkonformizmu nie wyjdzie na światło dzienne. Często spekulowałaś, że sekretarka będzie się wybierała po pizzę właśnie w momencie, w którym przeglądać będzie twoje podanie i skręt żołądka zmusi ją do jak najszybszego położenia go na stosie tych zaakceptowanych. Dobrze wiesz, jak działają stopiony ser i sos pomidorowy na biurokratę, spoglądającego na swój zegarek o trzeciej po południu.
Jednak opcja państwowego zaniedbania nie zadziałała tym razem. Wykryli twój przypadek już wtedy, gdy po raz pierwszy złożyłaś podanie o możliwość wyjazdu na Południe. Jakiś dyrektor w randze podpułkownika uśmiechnął się widząc, że w końcu wpadłaś w jego ręce. Po tym, jak pozwolono ci myśleć, że możesz zachowywać się jak wolny człowiek, wyrażając na głos swoje opinie i publikując artykuły bez używania pseudonimu, doszłaś do punktu, w którym dadzą ci odczuć wszystkie mury, kraty, zamki.
Nie byłaś karana, nigdy nie zostałaś skazana sądownie, a twoim najczęstszym przestępstwem jest kupowanie sera czy mleka na czarnym rynku. Jednak właśnie zaczynasz pojmować, że zostajesz poddana karze. Twoim wyrokiem jest pozostanie za kratami tego archipelagu, jesteś ograniczona pasem morza, które niektórzy naiwni postrzegają jako most, a nie jako nieprzekraczalną przepaść. Nikt nie pozwoli ci wyjechać, bo jesteś więźniem z numerem przyklejonym do pleców, chociaż wydaje ci się, że masz na sobie bluzkę wyciągniętą z szafy tego ranka. Jesteś w lochach „unieruchomionych pielgrzymów”, w celi zmuszonych do pozostania.
Przez okno jakiś głos strofuje cię za to, że nie milczałaś, że trochę nie udawałaś… że nie przybrałaś maski, by móc wyjechać. Nie zdołasz zobaczyć światła, dopóki nie runie całe więzienie!
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Febrero,27,2010

Życie nigdy nie wraca do normalności. Nie wraca do tego momentu przed tragedią, który teraz, iluzorycznie, wspominamy jako okres spokoju. Otwieram notes, staram się zacząć moje życie od nowa, blog, wiadomości na Twitterze… ale nic mi nie wychodzi. Te ostatnie dni były zbyt intensywne. W głowie mam tylko spowitą mrokiem twarz Reiny Tamayo, stojącej przed kostnicą, gdzie przygotowała i ubrała swego syna na najdłuższą z podróży. Następnie pojawiają mi się przed oczami obrazy ze środy: zatrzymania, razy, przemoc, cela więzienna, w której zapach uryny mieszał się z innymi, gdzie Eugenio Leal i Ricardo Santiago domagali się swoich praw. Resztę czasu spędziłam chodząc jak manekin, patrząc i nie widząc, z furią stukając w klawiaturę.
Nie ma nikogo, kto napisałby coś spójnego i wyważonego. Mam ochotę krzyczeć, ale ochrypłam 24 lutego.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Febrero,23,2010
Tego popołudnia, parę godzin po śmierci Orlanda Zapaty Tamayo, Reinaldo i ja zdołaliśmy znaleźć się w pobliżu wydziału Medycyny Sądowej na ulicy Boyeros.
Kordon ludzi z urzędu bezpieczeństwa strzegł miejsca, ale udało nam się zbliżyć do Reiny, matki zmarłego, i zadać jej te pytania.
Ból, gniew w nas… smutek i determinacja w niej.
Zostawiam wam tu nagranie, alternatywne i prawie bez światła, ale będące łamiącym serce świadectwem udręczonej matki.
Transkrypcja nagrania:
Yoani Sanchez: Jesteśmy tutaj, aby wyrazić nasze kondolencje. Chcielibyśmy wiedzieć, o której godzinie zmarł, co Pani wie o jego ostatnich chwilach, co Pani czuje w tej chwili i co się stanie po jego zwolnieniu przez koronera?
Reina Luisa Tamayo Dangier: Jestem Reina Luisa Tamayo Dangier, matka więźnia sumienia Orlanda Zapaty Tamayo, który został internowany w więziennym szpitalu Habana del Este. Ostatniej nocy został przeniesiony do szpitala Hermanos Ameijeiras, gdzie zmarł o godzinie trzeciej po południu.
Mogę powiedzieć, że czuję straszny ból, ale nie poddaję się, wytrzymuję ten ból. Udało mi się być u jego boku aż do jego odejścia, a teraz mam nadzieję, że znajdę odwagę, by ubrać syna Orlanda Zapatę Tamayo.
Pojedziemy do Banes, prowincji Holguin, drogą Embarcadero, do domu numer sześć, gdzie będziemy czuwać przed naszym ołtarzem rodzinnym, w moim domu, tak długo, jak trzeba.
Chcę powiedzieć światu o moim bólu. Myślę, że śmierć mojego syna była zabójstwem z premedytacją. Mój syn był torturowany w czasie swojego pobytu w więzieniu. Jego los przyniósł mi wielki ból i był bolesny dla całej rodziny. Zanim został przeniesiony do tego więzienia, trzymano go najpierw w Camaguey bez wody przez 18 dni. Mój syn umarł po 86-dniowym strajku głodowym. Jest on drugim Pedrem Boitel na Kubie. [Pedro Luis Boitel zmarł w 1972 roku podczas strajku głodowego podczas odbywania kary 10 lat więzienia na Kubie]
Wśród głębokiego bólu wzywam świat, by zażądał wolności dla innych więźniów i braci niesłusznie skazanych, tak, by to, co stało się z moim chłopcem, moim drugim dzieckiem, które nie pozostawia po sobie żadnego fizycznego dziedzictwa, żadnego dziecka ani żony, nie powtórzyło się. Dziękuję!
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Febrero,23,2010
Mogłaś zostać zarówno prostytutką, sprzedającą swoje wdzięki, jak i śledczym w służbie bezpieczeństwa. Zapotrzebowanie było tak wielkie, że sprzedaż twojego ciała za butelkę szamponu czy mydło było na wyciągnięcie ręki. Tyle, że twoja figura była zbyt wątła, by ją sprzedać i miałaś zbyt białą skórę dla tych cudzoziemców, którzy przyjeżdżali w poszukiwaniu cynamonowego odcienia z ofert turystycznych. Brakowało ci „tego czegoś”, aby ubrać się w obcisłe ubranie wymiany seksu na pieniądze i stanąć na tyłach hotelu w poszukiwaniu szansy wyciągnięcia rodziny z kłopotów.
Byłaś też o krok od przyodziania munduru, kiedy kończąc dziewiątą klasę myślałaś o pójściu do akademii wojskowej im. Camila Cienfuegos, by uciec z domu, gdzie aż nadto było zakazów i nędzy. Myślałaś, że jesteś gotowa stać się żołnierzem o zaciśniętych ustach, by w zamian za to uzyskać dostęp do tych małych przywilejów, którymi, jak widziałaś, cieszą się członkowie MINFAR (Ministerstwo Obrony) i MININT (Ministerstwa Spraw Wewnętrznych). Rychło w czas rada przyjaciela pozwoliła ci zrezygnować z okrzyków „Baczność!” i stałego turkotu kałasznikowa. Ale gdybyś tego popołudnia roku 1990 nie usłyszała pytania: „Co będziesz robić, wciśnięta między rozkazy a okopy?”, być może zastraszałabyś kogoś w zamkniętym pokoju Villa Marista (miejsce przetrzymywania więźniów politycznych – przyp. tłum.).
Mogłaś być żeglarzem, popełnić samobójstwo, stać się kochanką ministra, cenzorem lub więźniem politycznym, żandarmem albo ofiarą. Nie dało się przejść bez szwanku przez ten kryzys lat dziewięćdziesiątych, dotknął on też ciebie – upadek wartości i marginalny scenariusz, w którym wyrosłaś. Coś z ciebie zostało w czerwonej lycrze stojącej na rogu i w naramienniku porucznika; w tych potencjalnych osobach, którymi mogłaś się stać, a od czego uchroniły cię szansa, ewentualność i twoje własne zmęczenie.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Febrero,19,2010

A propos rozmów migracyjnych między Kubą a Stanami Zjednoczonymi, które odbywają się dziś w Hawanie.
Carlitos dotarł w końcu do Atlanty, po tym, jak pięciokrotnie próbował przekroczyć Cieśninę Florydzką. Dwukrotnie przechwyciła go amerykańska straż nabrzeżna i zawróciła na Wyspę. Miesiącami zachowywał żółtą kopertę, którą mu dali, by ubiegał się w sposób legalny o wizę w Sekcji Interesów Stanów Zjednoczonych. Wolał jednak szybszą drogę zostawienia za sobą pokoju, który dzielił z babcią i nękających go policjantów z dzielnicy. Został też złapany przez stronę kubańską, 13 sierpnia przed trzema laty, kiedy zepsuł się napęd łodzi i podróż zakończyła się więzieniem w miasteczku Cojímar. Nałożono na niego karę i od tego dnia przychodził do niego agent w cywilu, by wymóc na nim znalezienie pracy.
Po zademonstrowaniu swoich niewielkich zdolności jako marynarz, ten trzydziestodwuletni człowiek zdołał wyjechać do Ekwadoru, jednego z niewielu krajów, które jeszcze nie wymagają wizy od Kubańczyków. Południowoamerykański naród stał się dla niego trampoliną, umożliwiającą dostanie się na teren Stanów Zjednoczonych, gdzie dziś stara się rozpocząć nowe życie. Zostawił swoim przyjaciołom GPS, który pomógł mu w jego podróżach i ów żółty formularz, którego nigdy nie wypełnił, by prosić o wizę humanitarną. Nie zmierzał do konkretnego celu, raczej obawiał się bycia sfrustrowanym czterdziestolatkiem. Nawet w chwilach największego optymizmu nie przewidywał, że pewnego dnia będzie miał własny dach nad głową albo pensję, która pozwoli mu na uniknięcie pobierania państwowych środków w celu przetrwania.
Jak wielu innych Kubańczyków, Carlitos nie mógł czekać, aż obietnice, dane nam, gdy byliśmy dziećmi, spełnią się. Nie chciał się zestarzeć siedząc na chodniku przed domem, uciszając swoją porażkę alkoholem i tą czy inną tabletką. Planował wszystkie możliwości ucieczki, ale w końcu wujek zapłacił za jego bilet do Quito, mając nadzieję, że uda mu się później sprowadzić resztę rodziny. Nadal śni o łodziach, które podpływają w środku nocy i zabierają go, skutego w kajdanki, pachnącego solą i benzyną, na Kubę,. Budzi się i rozgląda wokół by stwierdzić, że nadal znajduje się w małym mieszkanku, które wynajmuje z przyjaciółką. „Kto jest raz marynarzem, zostaje nim na zawsze”, nuci układając się na poduszce i starając się śnić o stałym lądzie.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Febrero,18,2010

Słyszałam setki razy, że przestrzeń uniwersytecka, jak camposanto (z włoskiego, „święte pole”, rodzaj cmentarza otoczonego krużgankami, w których znajdowały się grobowce – przyp. tłum.), nie mogła być nawiedzana przez demony represji. Wyobrażałam je sobie latające dookoła klatki schodowej, nie mogąc wkroczyć w tę strefę liter i formuł matematycznych, gdzie schronili się studenci. Ale ta domniemana odporność żyła jedynie w mojej wyobraźni, bowiem kubańska historia pokazuje systematyczne łamanie prawa, przez które cierpiały uniwersytety w naszym kraju. Pod spojrzeniem Pałacu Ateny, ideologiczna kara włamała się nieskończoną ilość razy do miejsc przeznaczonych dla wiedzy i erudycji.
W pierwszej połowie XX wieku miało miejsce wiele protestów studenckich, łącznie z żądaniem obalenia prezydenta, pokazując siłę społeczną, emanującą z pulpitów biurek. W murach wokół Coliny wciąż widać malunki wyrażające nonkonformizm młodych ludzi, który późniejsze czystki rewolucyjne zredukowały do apatii. Uniwersyteckie Zrzeszenie Studentów (FEU) przestało być kolebką idei i działań, które niejeden raz wstrząsnęły miastem, zamieniając się w reprezentację władzy studenckiej. Organizacja straciła przez to cały swój rewolucyjny charakter, a jej przywódcy nie są już wybierani na podstawie swojej charyzmy i popularności, ale ze względu na polityczną wiarygodność. Slogan „uniwersytet jest dla rewolucjonistów” przyczynił się do wykorzystania maski jako najpewniejszej metody zdobycia dyplomu.
W ciągu dwóch lat, odkąd Raul Castro zdobył władzę, wydalenie ze studiów z powodów ideologicznych utrzymano z tendencją wzrostową. Kiedy Sahily Navarro, córce więźnia Czarnej Wiosny, uniemożliwiono powrót na studia, zrozumiałam, że znajdująca się w złym stanie liga studencka przeszła z agonii w martwicę. Kilka dni później, gdy wydalono Martę Bravo ze studiów nauczycielskich, ponieważ domagała się reform w kraju, kamień nagrobny sekciarstwa ostatecznie przykrył zwłoki FEU. Akordy requiem napisali ci, którzy wyrzucili z pozycji docenta Daria Alejandra Paulino, gdy założył na Facebooku grupę, mającą być miejscem na dyskusje o zagadnieniach Wydziału Komunikacji Społecznej. Tymi trzema smutnymi wydarzeniami zrzeszenie, na którego czele stał niegdyś Julio Antonio Mella (1903-1926, założyciel Kubańskiej Partii Komunistycznej, wyrzucony z Uniwersytetu w Hawanie, przeciwnik przyszłego prezydenta Gerardo Machado, aresztowany za poglądy, bohater obecnej kubańskiej władzy – przyp. tłum.), potwierdziło swoją śmierć na rękach bestii dogmatyzmu i nietolerancji, które spacerują dziś w sposób wolny po uniwersyteckim kampusie.
*Na Facebooku utworzona została grupa „Basta de expulsiones en las Universidades cubanas” (Koniec z wydaleniami z kubańskich uniwersytetów”), mająca na celu protest, przynajmniej wirtualny, przeciw tym zamachom.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Febrero,15,2010

Stepy, śnieg, jabłka i odgłos siekiery, tnącej drewno na nierówne kawałki. Tymi dalekimi obrazami i dźwiękami karmiło się nasze dzieciństwo ze względu na nadmierną obecność Związku Radzieckiego na Kubie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Drżeliśmy z zimna oglądając czeskie i bułgarskie kreskówki, podczas gdy na zewnątrz słońce z tropików przypominało nam, że nadal żyjemy na Karaibach. Niektórzy nauczyli się mówić słowo „koniec” szybciej, niż wymawiać krótkie „fin” (koniec – przyp. tłum.), aż pewnego dnia niedźwiadki wyjechały, zostawiając nas bez filmów o zwycięskich żołnierzach i uśmiechniętych muhzików (ubogie chłopstwo w przedrewolucyjnej Rosji – przyp. tłum.).
Po 1991 roku liczne publikacje rosyjskiego wydawnictwa MIR można było znaleźć jedynie w antykwariatach, pod zakurzonym płaszczem zapomnienia. Jednak w lutym tego roku, Międzynarodowe Targi Książki poświęciły swoją XIX edycję krajowi, który przez dekady był mentorem i ekonomicznym wsparciem procesu kubańskiego. Towarzysze, którzy kiedyś płacili za nasz cukier astronomiczne ceny, podczas gdy sprzedawali nam swoją ropę za bezcen, wrócili ubrani w garnitury i krawaty. Wylądowali na wyspie, którą dawniej wspierali, ale tym razem po to, by promować swoje dzieła wydrukowane w jaskrawych kolorach i o tematyce odległej od marksizmu.
Na esplanadzie Fortecy la Cabaña krzyżują się długie kolejki chętnych do kupna nowych tytułów przybyłych ze wschodu. Dzieci tu i ówdzie przekartkowują ilustracje, na których pojawiają się złote kłosy żyta i ludzie w uszankach. Ale to już nie to samo. Obowiązkowa obecność, która była kiedyś w naszym życiu ikonografią, jest dla tych współczesnych malców czystą ciekawością wobec tego, co egzotyczne. W ich dziecięcych umysłach jodły nie zastąpią palm, a lisy nie zastąpią jaszczurek; Rosja będzie dla nich jedynie odległym i odmiennym regionem.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Febrero,11,2010

Zebranie było rzeczowe i wzięło w nim udział wielu reprezentantów lokalnego oddziału Ministerstwa Edukacji. Szmer rozchodził się wśród rodziców, siedzących na tych samych plastikowych krzesłach, których używają każdego ranka ich dzieci. Zbliżaliśmy się do daty ogłoszenia miejsc do kontynuacji nauki w wyższych klasach szkół średnich, wydawało się, że na tym spotkaniu podadzą nam liczbę szkół przeduniwersyteckich i technicznych przypisanych tej jednostce. Dlatego wiadomość o zakończeniu funkcjonowania „kompleksowych nauczycieli ogólnych” zupełnie nas zaskoczyła, bo zaczęliśmy już wierzyć, że ich istnienie przeciągnie się do okresu dojrzewania naszych prawnuków.
Kształcenie nastolatków na szybkich kursach, mających w swym zakresie wszystko, od gramatyki po matematykę, okazało się być kategoryczną porażką. Nie przez wzgląd na ich młodość, która zawsze jest mile widziana w każdym zawodzie, ale przez tempo ich kształcenia w nauczaniu i niewielkie zainteresowanie, które wielu z nich wykazywało wobec tak szlachetnego zawodu. W obliczu ucieczki profesjonalistów w dziedzinie edukacji do innych sektorów o bardziej atrakcyjnych zarobkach, pojawił się program błyskawicznych profesorów, a z nim, utykająca już jakość kubańskiej edukacji spadła na dno. Dzieci przychodziły do domu mówiąc, że w 1895 roku na Kubie wybuchła „wojna domowa” i że figury geometryczne miały coś, co się nazywało „voldes”, a co ich rodzice tłumaczyli jako „krawędzie” (pomyłka polegająca na względnym podobieństwie brzmienia wyrazu „voldes” (nieistniejącego) i „bordes” – krawędzie – przyp. tłum.). Pamiętam w szczególny sposób jednego z tych błyskawicznych nauczycieli, który wyznał swoim uczniom pierwszego dnia zajęć: „Uczcie się dużo, by nie przytrafiło się wam to samo, co mi, bo skończyłem jako nauczyciel przez to, że nie miałem dobrych ocen.”
Na domiar złego, pojawiły się telelekcje, mające zająć wysoki procent rozkładu zajęć szkolnych, z chłodem ekranu, który nie może wejść w interakcję. Ideą tych lekcji transmitowanych w telewizji było nadrobienie miernego przygotowania tych, którzy stawali przed uczniami. W wielu szkołach teleprofesor zastąpił człowieka z krwi i kości, a pensje nauczycieli wzrosły symbolicznie, nie przekraczając 30 dolarów miesięcznie. Nauczanie stało się czymś więcej niż powołaniem, stało się poświęceniem. Tak oto przed tablicą pojawiły się osoby, które nie opanowały ortografii ani historii swojego własnego kraju. Byli to młodzi ludzie, którzy podpisywali zobowiązania, by być nauczycielami, czego żałowali już po tygodniu pracy. Wypadki i deformacje edukacyjne, które przyniósł ze sobą ten precedens, zapisane są w tajnej księdze nieudanych planów rewolucyjnych i śmiesznych ogłoszeń produkcyjnych, które nigdy się nie powiodły. Tyle, że w tym wypadku nie mówiliśmy o tonach cukru czy kwintalach fasoli, ale o kształceniu naszych dzieci.
Oddycham z ulgą, że ten długi eksperyment edukacyjnego pogotowia już się skończył. Jednak nie umiem wyobrazić sobie dnia, w którym wszystkie te osoby z przygotowaniem do nauczania zostawią kierownice swoich taksówek, wyjdą zza baru czy zrezygnują z nudy pracy w domu, by wrócić do klas. Czułabym się przynajmniej spokojniejsza, gdyby zamiast ekranu telewizora, Teo mógł pobierać naukę od nauczyciela fizycznie obecnego, który opanował materiał. Myślę, że na to przyjdzie nam czekać aż do pokolenia naszych prawnuków.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
|